O mnie

Moje zdjęcie
Tworzę z potrzeby serca i z miłości do piękna. W podróży poprzez cudowny świat rękodzieła, pewnego dnia natknęłam się na sutasz i… zakochałam się w tej niezwykłej technice tworzenia biżuterii. Ale to nie jedyna moja miłość. Kocham płomienne zachody słońca, złotą jesień, dobre książki, ludzi z poczuciem humoru, i poznawanie cudów naszej planety. Ale najbardziej na świecie kocham moją pozytywnie zakręconą rodzinkę, z moimi dwoma wspaniałymi mężczyznami na czele ! Tyle w wieeeelkim skrócie :)

środa, 2 lutego 2011

Na wesoło...

Zima jest okrutna - zmusza rozdzica takiego jak ja do potwornych wysiłków umysłowych...kto nie ma dzieci nie zrozumie ile pomysłów musi mieć taka matka, która chce odciągnąć dziecko dwudziestego pierwszego wieku od telewizora i "papijeja" (po naszemu komputer).Dziś między innymi budowaliśmy dźwig. Prostota przede wszystkim więc budowla składała się z klocków, kawałka sznurka i podłogi od jakiegoś domku...ważne, że po pociągnięciu za sznurek winda jechała w górę. Ale mały ma swoją wizję placu budowy - "mamusiu, sprzątnąć klocki" zarządza. "Dobrze" zgadzam się chętnie, jako matka ceniąca porządek, ale zaraz dodaję pedagogicznie"posprzątamy razem". Mały człowiek patrzy na mnie z uśmiechem i mówi "nie mam czasu, trzymam sznurek".

Mały uwielbia huśtawkę ale sam wybiera sobie giermka do huśtania. Dziś dziadziuś chciał zastąpić na tym stanowisku mamusie więc pyta z nadzieją "może dziadziuś pohuśtać?" na co pada odpowiedź "nie, pociekać w kolejce".

Mały (nadal w huśtawce) dostał czkawki ze śmiechu więc proponuję "może pójdziesz do kuchni to babcia da Ci soczku" ale odpowiedź jest natychmiastowa "nie, zawołamy".

Idziemy drogą (kawałek przy domu nie ma chodnika) a z przeciwka jedzie na rowerze sąsiadka. Mały bierze mnie za rędę, ciągnie na pobocze i woła na cały głos w stronę jadącej (choć jest jeszcze daleko) "uwaziaj na mamusię" - nie wiem czy jestem tak mała, że mnie nie widać czy wręcz przeciwnie-tak trudno mnie ominąć :)

A jak nam się już bardzo nudzi to wyciągamy ryż na brytfannie - godzina zabawy murowana.Wszelkie koparki i traktory mają zajęcie. Ostatnio jeden traktor nie mógł wjechać do brytfanny i usłyszałam "mamusiu utknął, ma pecha".

A na koniec tych scenek rodzajowych nasza dzisiejsza zabawa - nie wymaga komentarza :)





4 komentarze:

Anik pisze...

No widzę że u was też wesoło :)
A malowanie łapkami uwielbiamy :))
Pozdrowienia! :)

B.Ptak pisze...

nie wiem w jakim stanie szlajałaś się po rowach, że syn musiał sąsiadów ostrzegać, ale czarno to widzę!!!

Anonimowy pisze...

Była już taka co na ulicy pilnowała, tylko że babci... Ta troskliwość chyba genetyczna hihi. A małego artystę pozdrawiam - Patka

Mateusz pisze...

Świetny blog, bardzo dużo ciekawych informacji. Oby tak dalej. Pozdrawiam i zapraszam do siebie:

http://naszekwiatki.blogspot.com/

http://rekreacjaisport.blogspot.com/