Zdecydowane pierwsze miejsce wśród moich "szczęść" zajmuje od przeszło dwóch lat pewien wspaniały, mały człowieczek. Jeśli przeczytają to jakieś mamy to na pewno pokiwają ze zrozumieniem głowami, bo mamy już tak mają - nasze dzieci są oczywiście jedyne i niepowtarzalne i najcudowniejsze a wszelkie ich mniejsze lub większe minusiki zapominamy gdy tylko nasze małe szkraby się do nas uśmiechną albo przytulą. Ja w tym wypadku nie jestem wyjątkiem. W kwestii mojego Asia nie jestem obiektywna i ...bardzo mi z tym dobrze. Uwielbiam patrzeć na Niego gdy śpi - chyba nie ma na świecie piękniejszego widoku niż taka spokojna, rozkosznie bezbronna dziecięca postać. A chwile gdy obejmuje mnie swoimi małymi rączkami i łasi się do mnie jak kotek, całuje mnie i uśmiecha się uśmiechem pełnym całkowitego zaufania i wielkiej, bezwarunkowej miłości... nie oddała bym tego za żadne skarby. Nawet gdy przychodzi dzień kiedy nic się nie udaje, kiedy na niebie widać tylko ciemne chmury i generalnie wszystko idzie nie tak...wystarczy, że usłyszę stanowczy głosik "mama tu" i już wiem, że wszystko jest jednak takie jak powinno bo ON jest tam gdzie powinien - przy mnie. Czasami się zastanawiam kto komu jest bardziej potrzebny - ja Jemu czy raczej On mnie. I chyba każda mama na moim miejscu odpowie tak samo...

