O mnie

Moje zdjęcie
Tworzę z potrzeby serca i z miłości do piękna. W podróży poprzez cudowny świat rękodzieła, pewnego dnia natknęłam się na sutasz i… zakochałam się w tej niezwykłej technice tworzenia biżuterii. Ale to nie jedyna moja miłość. Kocham płomienne zachody słońca, złotą jesień, dobre książki, ludzi z poczuciem humoru, i poznawanie cudów naszej planety. Ale najbardziej na świecie kocham moją pozytywnie zakręconą rodzinkę, z moimi dwoma wspaniałymi mężczyznami na czele ! Tyle w wieeeelkim skrócie :)

czwartek, 28 października 2010

W małym ciele wielkie szczęście !!!!!


Zdecydowane pierwsze miejsce wśród moich "szczęść" zajmuje od przeszło dwóch lat pewien wspaniały, mały człowieczek. Jeśli przeczytają to jakieś mamy to na pewno pokiwają ze zrozumieniem głowami, bo mamy już tak mają - nasze dzieci są oczywiście jedyne i niepowtarzalne i najcudowniejsze a wszelkie ich mniejsze lub większe minusiki zapominamy gdy tylko nasze małe szkraby się do nas uśmiechną albo przytulą. Ja w tym wypadku nie jestem wyjątkiem. W kwestii mojego Asia nie jestem obiektywna i ...bardzo mi z tym dobrze. Uwielbiam patrzeć na Niego gdy śpi - chyba nie ma na świecie piękniejszego widoku niż taka spokojna, rozkosznie bezbronna dziecięca postać. A chwile gdy obejmuje mnie swoimi małymi rączkami i łasi się do mnie jak kotek, całuje mnie i uśmiecha się uśmiechem pełnym całkowitego zaufania i wielkiej, bezwarunkowej miłości... nie oddała bym tego za żadne skarby. Nawet gdy przychodzi dzień kiedy nic się nie udaje, kiedy na niebie widać tylko ciemne chmury i generalnie wszystko idzie nie tak...wystarczy, że usłyszę stanowczy głosik "mama tu" i już wiem, że wszystko jest jednak takie jak powinno bo ON jest tam gdzie powinien - przy mnie. Czasami się zastanawiam kto komu jest bardziej potrzebny - ja Jemu czy raczej On mnie. I chyba każda mama na moim miejscu odpowie tak samo...


poniedziałek, 25 października 2010

Mama w wielkim mieście ...

Ostatnio poczułam jakbym znów wracała do życia....właściwie, do życia jako kobieta a nie tylko matka. Kocham mojego małego brzdąca ponad wszystko na świecie ale chyba każda mama potrzebuje czasem przez chwilę odpocząć od zabawek, bajek, pieluch/nocnika oraz, a może przede wszystkim, dziecinnego mówienia i myślenia po "dziecinnemu". Ja ostatnio niesamowicie odpoczęłam dzięki dwóm  cudownym wieczorom w klimatycznych knajpkach starego Krakowa. Miałam okazję przypomnieć sobie nie tylko polskie słowa, których kury domowe raczej na codzień nie używają, ale przede wszystkim angielskie dzięki przemiłemu angielskiemu małżeństwu.Dawno tak szczerze i z całego serca się nie uśmiałam. A do tego bardzo podniosło mnie na duchu to, że naprawdę łatwo nam się rozmawiało. Całe szczęście, że przez ten czas jaki minął od naszego powrotu z Anglii nie wszystko jeszcze zapomniałam.Jedyny minus natomiast to to, że znów złapałam nastrój pt. "ja chcę z powrotem do Anglii" :(

piątek, 22 października 2010

O czym by tu napisać ?

Właściwie nie wiem o czym pisać ale nie dlatego, że nie mam nic do zapamiętania. W mojej głowie i sercu kłębią się setki uczuć i myśli i do szewskiej pasji doprowadza mnie to, że nie umiem ich jakoś uporządkować. Szkoda, że w głowie nie można tak jak w komputerze - foldery, podfoldery, daty, nazwy, hierarchi ważności, jakieś gwiazdki, wykrzykniki, czy kolory mówiące o tym co gdzie, jak i dlaczego. Chciałabym móc wszystkie moje myśli i uczucia poupychać do takich szufladek, podpisać odpowiednio i sama decydować kiedy do nich zajrzeć. Tylko jakie życie byłoby wtedy potwornie nudne !!! A ja kocham niespodzianki. Uwielbiam nagle, dzięki ledwo wyczuwalnemu zapachowi, cichemu dźwiękowi czy innym doznaniom jakie zawdzięczamy zmysłom, przenieść się w zupełnie inny świat. Cudownie jest przypomnieć sobie nagle smaki i zapachy przeszłości - nawet jeśli czasami łza zakręci się w oku za tym co już nie wróci. Gdyby wszystko było uporządkowane a wszystkie moje myśli zależne odemnie i przewidywalne to i ja byłabym potwornie nudna - a wiem, że moje większe szczęście pokochało mnie kiedyś między innymi za to, że nigdy nie wiedział czym go znowu zaskoczę. Więc może lepiej niech już tak zostanie.A moje myśli i uczucia spróbuję jakoś tutaj ogarnąć - w granicach rozsądku oczywiście :) 

sobota, 16 października 2010

Trudne początki

Po licznych niedoszłych początkach, po chwilach zwątpienia na przemian z przesadną wiarą we własne możliwości...po namowach ze strony prywatnego guru blogowego (buziaki dla anik) postanowiłam, że może i ja pomęczę innych swoją pisaniną. Od razu na wstępie zaznaczę, że jeżeli ktoś poszukuje pięknej polszczyzny i kwiecistych wypowiedzi to... pomylił adres.Wszelkie zdolności polonistyczno-pisarskie w rodzinie przejęły moje dwie niesamowite siostry-jedna zamęcza teraz biednych uczniów starając się wbić im do głów, że "Mickiewicz wielkim poetą był" a kolejna, mimo młodszego wieku już teraz zapowiada się na niezły talent literacki. Więc (i tu kłania się siostra polonistka) ja raczej wielkim wieszczem nie zostanę. Natomiast moje małe-wielkie szczęście (inaczej zwane drugą połową lub mężem) twierdzi, że potrafię doskonale "lać wodę" więc myślę, że na tym będę bazować i może jakoś to będzie.Tak czy inaczej zaczynam - "niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba" czyli w wolnym przekładzie "oby niebiosa były mi przychylne".
Po co ja właściwie zakładam tego bloga? Chmmm... Właściwie to sama jeszcze dobrze nie wiem. Może szukam odskoczni od codzienności, od dni które odróżnia od siebie głównie to, czego danego dnia dokonało moje małe-wielkie szczęście czyli mój kochany synek. Stworek ten,co do którego najbliżsi używają wielu pieszczotliwych określeń (wśród których pojawiły się np.mały terrorysta i gagatek) sam o sobie ostatnio z wielkim upodobaniem mówi ASIU - po prostu pomija w zdrobnieniu imienia literki, które mu jeszcze średnio wychodzą. Tak więc wpomniany Asiu będzie się często przewijał na stronach tego bloga, z tej prostej przyczyny, że mój świat od przeszło dwóch lat kręci się głównie wokół Niego.
Myślę, że na dziś chyba wystarczy. Wczoraj po raz pierwszy od ....aż wstyd się przyznać od jak dawna....wróciłam do domu po północy i dziś muszę to odespać. A nie jest to łatwe gdy prywatny, mały budzik przychodzi rano i budzi mnie w iście królewskim stylu, czyli pocałunkiem :) Potem przytula się do mnie, zagląda mi w oczy ( gdy już zdołam je uchylić) i z czarującym uśmiechem mówi "mama, mniam mniam"(czytaj: "poproszę płatki"). Gdy pytam Go w trakcie tych czułości czy wie, że to jest zwyczajny szantarz emocjonalny, On słodko odpowiada "tak". No i jak tu się nie uśmiechnąć?