O mnie

Moje zdjęcie
Tworzę z potrzeby serca i z miłości do piękna. W podróży poprzez cudowny świat rękodzieła, pewnego dnia natknęłam się na sutasz i… zakochałam się w tej niezwykłej technice tworzenia biżuterii. Ale to nie jedyna moja miłość. Kocham płomienne zachody słońca, złotą jesień, dobre książki, ludzi z poczuciem humoru, i poznawanie cudów naszej planety. Ale najbardziej na świecie kocham moją pozytywnie zakręconą rodzinkę, z moimi dwoma wspaniałymi mężczyznami na czele ! Tyle w wieeeelkim skrócie :)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Moje filozofowanie

Jakoś tak nie mogę dzisiaj dojść ze sobą do ładu. Czasem po prostu tak mam, że czym bardziej staram się zrozumieć rzeczywistość tym bardziej ona daje mi się we znaki. Dziś staram się wybaczyć sama sobie... Ale jak można mieć sobie za złe zbyt wielką miłość? Czy wogóle istnieje coś takiego? Czy można za bardzo kochać własne dziecko? Jeśli nie to moje dzisiejsze rozterki są "oczywistą oczywistością" i nie powinnam się dziwić. Ale ja mam w uszach płacz mojego dziecka za zamkniętymi drzwiami przedszkola, przed oczami mam ciągle jego małą, pełną dziecięcego nieszczęścia postać, stojącą w kąciku i jego drżące ramionka a na ustach wciąż czuję jego cudowne, mokre i mięciutkie pocałunki gdy wreszcie po tym wszystkim rzucił mi się w ramiona. Gdy przypomnę sobie jak jego nieszczęśliwa buzia rozjaśniła się na mój widok i jak to moje małe słonko biegło do mnie po to by natychmiast, z całej siły objąć mnie swoimi stęsknionymi ramionkami to naprawdę dziwie się sama sobie, że wytrzymałam pod tymi drzwiami tak długo. A powinnam była zaufać swojej intuicji... Niby chciał "do dzieci" i cieszył się na wspomnienie o zabawkach ale w głębi matczynego serca czułam, że dla Niego to jeszcze za wcześnie. Chciał się bawić, owszem, i na widok zabawek był bardzo szczęśliwy (a mnie go teraz okrutnie żal jak o tym pomyśle) ale tylko jak ja byłam w pobliżu - potem było tylko wołanie "mamusiu" i ten żałosny płacz... Wypisałam się i chyba jest mi lżej. A mały właśnie przez sen znów coś sobie opowiada - zwykle woła tatusia, dziadziusia albo ciuchcie Tomka ale teraz ktoś mu chyba podpadł bo robi "nu nu, nu nu":)

Na polepszenie nastroju mała sesja zdjęciowa moich aniołków. Przed świętami znalazło się kilku chętnych na zaopiekowanie się moimi skrzydlatymi przyjaciółmi więc produkcja była wzmożona a oto efekty :)






Moja armia małych aniołków przed malowaniem.....

...i po zapakowaniu :) W sumie tych małych zrobiłam już ponad 70 :)

Natomiast mój kochany Asiek (nowa ksywka) uwielbia każdą ilość aniołków i wszystkimi zachwyca się z takim samym, wielkim, uczuciowym zaangażowaniem i pasją. Rozbraja mnie za każdym razem, gdy słyszę to jego rozkoszne "aniołek, mamusiu, aniołek".

5 komentarzy:

Anik pisze...

decoupagowe śliczne :) manufaktura rozkrecona na full widze :0 fajnie ze znalezli sie nowi opiekunowie dla nich :)) pozdrawiamy!

B.Ptak pisze...

Dobrze Ci radzę - ciesz się dniem...Ani się obejrzysz jak na przedszkole będzie już za duży i powie ci że na studniówce wyglądałaś jak pirat.

Aneta Malisz (andape) pisze...

O piracie czytałam i uśmiałam się setnie :) Jakoś inaczej Cię pamiętam z tego dnia ale...może ja się nie znam :)
Generalnie jak czytam Wasze genialne opisy równie genialnych wyczynów Glusia i Mani to dziwię się, że ja na koniec dnia nie pamiętam takich perełek Aśka.

Diablica pisze...

Tak sobie robie dziś rundke po blogach które mnie obserwują i dotarłam do Ciebie i co ja tu widze znajoma osoba z wizażu ;)
Bede zaglądać bo tak jak Ty jestem wielbicielka maso solniaczków
Pozdrawiam
ps .i nie dziwie się ze znalazło sie kilka osób chętnych na Twoje anioły bo sa superaśne

Aneta Malisz (andape) pisze...

Jakże mi miło powitać Cię w moich skromnych progach !! Bardzo się cieszę,że moje aniołki znalazły uznanie w tak doświadczonych oczach :)